sobota, 15 grudnia 2012

Na rozgrzewkę...

 

   W taką mroźną pogodę przyda się coś na rozgrzewkę  i tym razem będzie to napój bezalkoholowy, choć nie ukrywam, że niektórzy z "próbowaczy" zażądali dolania odrobiny martini. Napój powstał w związku z tym, że szkoda mi było tej odrobiny syropu pozostałej w rondlu po kandyzowaniu skórek pomarańczowych. Dolałam do rondla wody oraz szklankę herbaty zaparzonej z dwóch herbatek malinowych i jednej czarnej z kardamonem, cynamonem i pieprzem. Następnie  dodałam kawałek kory cynamonu, odrobinę imbiru i dwie pomarańcze pokrojone w półplasterki. Wszystko razem podgrzałam i przelałam do szklanek. Pycha. 


    Lula pełna poświęcenia robiła zdjęcia na śniegu i w mrozie  - uważam, że warto było.  

   Na koniec jeszcze mała informacja, niestety od kilku dni mam bardzo utrudniony dostęp do internetu - mój komputer zakończył swój żywot, w związku z tym ciut rzadziej piszę ale Lula trwa na posterunku, cały czas gotujemy i fotografujemy.

Pozdrawiam
Kats



2 komentarze:

  1. wspaniały napój na rozgrzewkę, wypiłabym duszkiem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo o takim ostatnio myślałam, wypróbuję! :)

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu